Film fantasy to zdawało by się coś powszechnego, mamy: Władcę Pierścieni, Narnię, Hobbita, Warcraft’a i … i to właściwie na tyle. Jeżeli przyjrzeć się filmom dumnie tytułującym się Filmami Fantasy, to dojdziemy do wniosku że, większość z nich to różnego rodzaju filmy, jedynie z wątkami fantastycznymi, w których czasami pojawi się wampir lub wilkołak, ale zazwyczaj jest to świat współczesny, niewiele różniący się od tego, co zobaczyć możemy za oknem. Owszem znajdzie się trochę starych filmów, (jak choćby Red Sonia i filmy o Conanie ze Schwarzenegger’em, seria Dungeons and Dragons) oraz kilka nowszych, (Salomon Kane, Królewna Śnieżka i Łowca) które próbują wykreować świat w pełni fantastyczny, podobny do tego z gier i książek, lecz próby te zazwyczaj kończą się wyjątkowo marnie (przykład serii o lochach i smokach  jest wyjątkowo bolesny). Właśnie dlatego lubię film z 2011 roku pod tytułem Conan the barbarian.

Film gdy tylko się ukazał został przez wielu ludzi zmieszany z błotem. narzekanie że to nie to samo co stary film, że aktor nie przypomina wcześniejszego odtwórcy roli, że film nie ma nic wspólnego z książką było najczęstszą reakcją na nowego Conana. jako wielki fan filmu z większością zarzutów muszę się zgodzić.  Conan the barbarien z 2011 roku i ten z roku 1982 nie mają ze sobą dużo wspólnego. to samo odnosi się do aktorów. jednakże. trzeba pamiętać że Arnold za film był nominowany do złotej maliny, a sam film nie jest w żaden sposób wzorcem do naśladowania, jest raczej po prostu słaby (co dowodzi jego wybitnie skromna lista nagród, niezwykle krótka jak na film akcji z Arnoldem).  jeżeli chodzi o książkę, to faktycznie, żaden z filmów nie ma  z nią nic wspólnego. owszem, szkoda ale to nic nowego.  jednakże nowy Conan ma do zaoferowania coś nowego. coś w co trudno wręcz uwierzyć. jest to absolutny brak fabuły. znaczy się jakaś jest, ale jest tak nieziemsko prosta że właściwie zrozumiał by ją trzylatek. nawet po lobotomia. o czym więc jest film? otóż jest sobie Conan i on będzie się mścił na czarodzieju który szuka księżniczki żeby zawładnąć światem. aż chce się krzyknąć “Of course!” za M. Bidon’em. z resztą pomimo prostoty, fabuła i tak posiada wiele błędów logicznych, (jak choćby fakt że główny przeciwnik protagonisty musi byś strasznie stary – gdy rozpoczyna się fabuła zaczyna siwieć czyli może mieć około 40 lat (pamiętajmy że jest to starożytność i ludzie żyją dość krótko). następnie mija 20 lat a on nadal szuka “czystej krwi” której poszukiwania rozpoczął na początku filmu, co on robił przez ten czas? drzemał?  czy podczas filmu ma on 60 lat? czy mamy naprawdę uwierzyć że walczy w ten sposób w wieku w którym właściwie powinien się już rozkładać? co więcej jest legendą a Conan pomimo podróżowania po całym świecie nigdy nie napotkał jego żołnierzy? przecież maska którą złączył na oczach Conana była symbolem zym’a który ten umieszczał wszędzie), ale i tak zapomnicie o nich szybko gdyż fabuła jest najmniej istotną częścią filmu. chodzi tu o skalę, o stronę wizualną, o wykreowany od zera świat który nie wygląda sztucznie. (poza mieczami, one wyglądają jak zrobione z tektury, co wcale nie przeszkadza w podziwianiu ich projektu) świat jest nowatorski. zdobnictwo nie przypomina tego z innych filmów fantasy, broń i pancerze są  inne niż wszystko co do tej pory widzieliście w filmach, wioski i miasta mają klimat, i chociaż cały świat jest pełen ruin i szkieletów (tak, jest to starożytny świat więc tutaj ruiny starożytnych budowli są wszędzie. jest nawet całe opuszczone miasto w którym pomimo wszystko nadal palą się pochodnie. wiem że to nie ma sensu. zaakceptujcie to) a  siedziba głównego antagonisty to wielka galera ciągnięta przez słonie ( wygląda tek bezsensownie jak brzmi) to gdy wyłączymy zdrowy rozsądek film przypomina przejażdżkę po disneylandzie tyle że w wersji gore, jednak do brutalności i krwi w filmie przejdę później. film zachwyca stroną wizualną, jednak aktorstwo, to, no cóż,  zupełnie inna sprawa. aktorzy przesadzają niesamowicie. jeżeli widzieliście scenę z okrzykiem bojowym po napisach i nie wybuchliście ze śmiechu to muszę wam pogratulować. wszyscy drą się jak zwierzęta, wybałuszają oczy, a każda emocja przez nich wyrażona jest przesadzona tak bardzo jak to tylko możliwe.  a nawet bardziej. i teraz czas na wspomnienie anatomii ludzkiej według tego filmu. otóż pewnie znacie filmy Tarantino gdzie postacie składają się wyłącznie ze skóry i krwi (bo to jedyne wytłumaczenie jakim  cudem mieszczą  w sobie tyle krwi). otóż w tym filmie jest nawet lepiej. czemu? bo ludzka powłoka według tego filmu jest delikatna jak papier i krucha jak porcelana. to jedyne wytłumaczenie czemu dziecko tępym mieczykiem wielkości większego noża bez problemu ucina nos jednym cięciem dorosłemu człowiekowi. albo jakim cudem gdy głowa starca uderza o ziemię zostawia po sobie ogromną kałużę krwi. a takich scen jest więcej. o wiele więcej. a gdy myślicie że widzieliście już wszystko, barbarzyńca jednym cięciem odcina rękę pewnej postaci, ignorując zupełnie tak drobny fakt jak istnienie kości. co najlepsze film nawet nie stara się przestraszyć nas tą krwią. to po prostu kolejny efekt specjalny, występujący równie często co eksplozję w legendarnych już Transformers. i właśnie tak należy ten film traktować, jak jeszcze bardziej popcornowy film niż Transformers. wystarczy wyłączyć jedynie zdrowy rozsądek i bucowate poczucie wyższości i artyzmu oraz zażenowania, kupić pizze litrową colę i popcorn i przyszykować się na seans życia w którym każdy głupi schemat sprawia że film ogląda się lepiej, a finałowy one liner jest suchszy niż wszystko na co przygotowały nas wszystkie filmy Arnego. moja ocena? 8/10 film świetny posiadający swój unikatowy świat fantasy którego nie obchodzą tak drobne problemy jak fabuła. i pamiętaj: czy będziesz bogiem czy nie, upadniesz! (nie serio. to było zbyt suche)

Continue reading „conan the barbarian (2011) – czyli jak robić filmy fantasy”

Reklamy